Gdy pojawia się problem...

Wiem, że moje dzieci to łobuzy 😊 i czasami współczuje wychowawczyniom, ale czasami krew mnie zalewa jak niektóre bagatelizuje problemy moich dzieci. Jak widzę, ze mój maluch jest marudny to dość często wiem, ze został olany. Wiem, że mają gromadę dzieci do zaopiekowania się, ale 8 godzin życia dziecka jest pod ich opieką.

Miałam niedawno sytuację, kiedy moja córcia zgubiła misia w przedszkolu – jej ulubionego. Oczywiście powiedziałam o tym nauczycielce, a ona „Miś to nie palec, misia da się kupić, a palca nie”. Yyyy… czy nauczycielka nie miała chociaż podstaw psychologii? Moja córcia chodziła z tym misiem, bo czuła się bezpiecznie i jak w domu.

Dość często nauczycielki bagatelizują małe, ale dla dzieci, bardzo ważne sprawy. Zgubienie misia czy ulubionej spinki jest dla nich coś bolesnego. Dzieci nie muszą płacić czy zarabiać na życie, więc wartość rzeczy jest większa.

Dzieci są bezpośrednie i nie znają „tajemnicy”, więc czasami historie, które usłyszałam od córci są niesamowite. Zwłaszcza jak dzieci mówią do siebie wszystko. Raz moja kochana córcia przyszła i powiedziała mi „mamuś? Czy ty i tatuś też się kochacie?” na to ja odpowiedziałam jej tak i czemu pyta. Córcia „bo ostatnio Krzysiu powiedział, że widział jak jego rodzice są w łóżku i się całują i Pani powiedziała, że to oznaka miłości. Ty i tatuś też tak robicie?” i na to tak szczerze ręce mi opadły, a z drugiej strony podziwiam Panią, ponieważ powiedziała prawdę i to otwarcie. Są one także wrażliwe na ból i cierpienie innych – po prostu rozumieją oraz rozbawiają do łez, kiedy coś przekręcą albo powiedzą „ a po cio komu oltoglafia?”